Polski rynek wyrobów sakralnych i dewocjonaliów ma ugruntowaną pozycję. Jednak także na nim widoczne są olbrzymie zmiany. W czerwcu w Kielcach odbywały się największe w naszym kraju targi Sacroexpo, które ukazały kierunek, w jakim zmierza rynek wyrobów sakralnych w Polsce.

Obraz nie jest optymistyczny. Sytuacja twórców wyrobów sakralnych jest trudna ze względu na odpływ wiernych z kościołów, który skutkuje zamykaniem świątyń. Mało która parafia decyduje się w dzisiejszych czasach na zakup naczyń liturgicznych, relikwiarzy czy wykonanych z drogich materiałów jubilerskich wyrobów złotniczych. Dominują nastroje niepokoju i oczekiwania.
Zakupy sakramentaliów
– Gros zakupów wyrobów złotniczych przed pandemią związanych było z zakupem kielichów, paten czy relikwiarzy dla parafii z okazji komunii świętych czy świąt parafialnych. Dziś kupuje się mało, a same parafie także przestały inwestować w wymianę naczyń liturgicznych, korzystają z tego, co mają, a jeśli kupują, to wyroby najtańsze – mówi Mikołaj Gołębiowski, sprzedawca produktów sakralnych, prowadzący firmę Gołębiowski-Naczynia Liturgiczne. Sytuacja kościołów w Polsce w czasie pandemii znacznie się pogorszyła, wierni nie uczestniczyli w nabożeństwach, nie wspierając tym samym finansowo swoich parafii, parafie pozbawione dochodów przestały inwestować i sytuacja stała się dość poważna. – Nikt nie wyda kilku tysięcy złotych na nowe naczynia liturgiczne, gdy ma do zapłacenia rachunki za prąd i ogrzewanie – wskazuje Mikołaj Gołębiowski. – Ponadto w Polsce, o czym nie mówi się zbyt głośno, zamykane i sprzedawane są kościoły pozbawione wiernych, co w oczywisty sposób przekłada się na sytuację branży – dodaje.
Warto także zauważyć, że polityka społecznego zaangażowania i troska o najuboższych, płynąca z Watykanu, zmienia podejście polskich proboszczów do wydatków na kosztowne przedmioty sakralne. – Papież głosi hasła kościoła ubogiego, wierni więc widząc przepych swoich proboszczów, protestują przeciwko niemu, nie chcąc, aby ich pieniądze wydawano na wyroby złotnicze, wolą przeznaczyć je na działalność humanitarną.
Trzeba także powiedzieć, że coraz więcej proboszczów w swoich plebaniach powołało rady świeckich, którzy wraz z nimi decydują o najpotrzebniejszych wydatkach i rzadko kiedy ich uwaga skierowana jest na przedmioty sakralne – zauważa Mikołaj Gołębiowski. Kościół, aby przetrwać, musi liczyć się z każdą złotówką. Oczywiście nieco inaczej wygląda sytuacja w aglomeracjach miejskich, inaczej na wsiach polskich, ale i tu, i tu zaczęto ograniczać zbędne wydatki.
Brak powołań, brak nowych świątyń
Podkreślenia wymaga również fakt, że w ostatnim czasie obserwujemy coraz mniej powołań. Dla przykładu, do seminarium w Warszawie zgłosiło się w tym roku tylko czterech kandydatów. Podobną sytuację obserwujemy w całej Polsce. Nie ruszają również budowy nowych świątyń. Mimo boomu mieszkaniowego i powstawania nowych osiedli, nie ruszają budowy kościołów parafialnych. Polskie społeczeństwo, szczególnie młodych ludzi rozpoczynających swoje dorosłe życie, to społeczeństwo świeckie, które nie potrzebuje świątyni w pobliżu miejsca zamieszkania. Brak zainteresowania ze strony mieszkańców, a co za tym idzie, brak funduszy powoduje, że w naszym kraju nie buduje się nowych kościołów, a przecież to one były jednymi z głównych odbiorców złotniczej sztuki sakralnej. – Im mniej świątyń, tym mniej zysków ze sprzedaży przedmiotów sakralnych – puentuje Mikołaj Gołębiowski.
Jak przypuszcza, w najbliższym czasie sytuacja na rynku wyrobów sakralnych będzie jeszcze trudniejsza. Warto odnotować, że statystycznie z roku na rok spada liczba remontów, na które decydowały się parafie. Brak środków i kłopoty z pozyskaniem subwencji powodują, że parafii nie stać także na renowację posiadanych obiektów sztuki złotniczej. – Jeszcze do niedawna obiekty kultu religijnego w Polsce dostawały dotacje z UE na renowacje zabytkowych kościołów, które traktowane są nie tylko jako miejsca sakralne, ale jako dzieła sztuki architektonicznej.
Dziś, w dobie kryzysu popandemicznego czy rosnącego niepokoju energetycznego, trudno uzyskać środki unijne – mówi Mikołaj Gołębiowski. Brak środków płynących z organizacji unijnych czy społecznych wiąże się z brakiem możliwości rozwoju parafii. Sakralna sztuka złot nicza Trzeba również dodać, że rodzime firmy zajmujące się sprzedażą złotniczych dzieł sztuki liturgicznej giną ze swoją ofertą w morzu konkurencji. – Parafie, które decydują się na zakupy, wybierają produkty najtańsze, a te pochodzą głównie z importu.
Artyści złotnicy nie mają szansy konkurować cenowo z wyrobami sprowadzanymi z Włoch czy Azji, dlatego też wielu z nich ogłasza upadłość i zamyka swoje warsztaty – wyjaśnia Mikołaj Gołębiowski. Zalew tanich wyrobów z zagranicy sprawia więc, że polski rynek wyrobów sakralnych się kurczy. Mało podmiotów gospodarczych chce w obecnych czasach tworzyć na potrzeby kościołów, wiele z nich zmienia charakter swojej działalności, przestawiając się na wytwarzanie biżuterii luksusowej. Działalność na rynku wyrobów sakralnych to działalność, w której sprzedaż odbywa się w tradycyjny sposób.
Firmy wykonujące naczynia liturgiczne i przedmioty kultu nie przeniosły swojej działalności do sieci. Działają według długoletniej tradycji – nie szukając nowych klientów. – Czasy, w których przyszło nam żyć, zmuszają do poszukiwania nowych kanałów dotarcia do potencjalnych klientów, a branża sakralna to branża na wskroś tradycyjna, przez co jeszcze bardziej pogłębia się przewaga konkurencyjna firm z zagranicy nad naszymi rodzimymi wytwórcami – mówi Mikołaj Gołębiowski. Wątpi jednak, by nawet aktywne zaangażowanie uczestników rynku w próbę znalezienia nowych klientów w obecnej sytuacji przyniosło spodziewane rezultaty.
Problemy branży złotniczej
Laicyzacja społeczeństwa polskiego, parafie, których nie stać na zakupy nowych wyrobów sakralnej sztuki liturgicznej – to wierzchołek góry lodowej, z którą muszą mierzyć się producenci obiektów kultu religijnego. Muszą oni również uwzględnić w swojej działalności gospodarczej rosnące ceny materiałów jubilerskich oraz zmiany we wzornictwie – nastawione na najprostsze i najtańsze wytworzenie wyrobu. Podsumowanie problemów zazwyczaj wiąże się z decyzją o zamknięciu lub zawieszeniu działalności, którą prowadziło się przez lata.
Karol Kulej