Reklama

Lockdown był niczym odcięcie tlenu

Rozmowa z Iloną Rosiak, dyrektor Galerii YES, o polskiej biżuterii autorskiej

pj-2010-03v-01

Artyści złotnicy są tymi, którzy niezwykle dotkliwie odczuli skutki pandemii. Można powiedzieć, że branża jubilerska jest jednym z segmentów rynku, które najbardziej ucierpiały na skutek kryzysu spowodowanego koronawirusem. I stąd moje pytanie: jak wygląda sytuacja na polskim rynku biżuterii autorskiej? Czy Polacy wrócili do zakupów biżuterii?

Rzeczywiście obecna sytuacja epidemiologiczna, a szczególnie pierwsze tygodnie trwania pandemii i narodowy lockdown, spowodowały, że niemal wszystkie gałęzie gospodarki oraz funkcjonujące w ich obrębie branże solidnie ucierpiały. Jedyną formą sprzedaży był internet, ale jak wiadomo, nie każdy produkt czy usługa ma szansę tą drogą trafić do odbiorcy. Sprowadzając kontekst wyłącznie do naszego środowiska, twórców biżuterii, również było trudno. Szczególnie dla tych artystów, którzy nie rozwinęli swojej działalności w formie online. Dla Galerii YES izolacja społeczna w głównej mierze wiązała się z naszym priorytetowym działaniem – organizacją wystaw polskiej sztuki złotniczej. Nad tym ubolewaliśmy najbardziej. Ale szybko odnaleźliśmy się w nowych realiach. Wyszliśmy bowiem z założenia, że im szybciej znajdziemy rozwiązanie zastanego problemu, przeorganizujemy pracę zespołu i sposób funkcjonowania galerii, tym sprawniej pomożemy współpracującym z nami artystom oraz sobie samym. Właśnie dzięki temu z pełną odpowiedzialnością przyznać muszę, że nie tylko Polacy wrócili do zakupów biżuterii autorskiej, ale też z niej nie zrezygnowali. No może poza marcem, kiedy nasze społeczeństwo, a właściwie cały świat, opanował swoisty paraliż.

Decyzją rządu niemal na dwa miesiące zamknięte zostały tradycyjne punkty sprzedaży biżuterii. Część polskich firm przeniosła swoją sprzedaż w przestrzeń wirtualną. Galeria YES jako największa galeria oferująca biżuterię polskich artystów złotników także rozpoczęła strategię marketingową promującą sztukę w sieci. Czy można mówić o sukcesie podjętych przez państwa działań?

pj-2010-03v-01

Aktywność Galerii YES w sieci była obecna również przed pandemią, choć niewątpliwie w nieco mniejszym stopniu, ponieważ lwią część energii oraz uwagi skupialiśmy na sprzedaży stacjonarnej oraz organizowaniu wydarzeń. Dla nas lockdown był do pewnego momentu niczym odcięcie tlenu. Odebrano nam to, co kochamy najbardziej – kontakt z ludźmi, oswajanie ich ze sztuką złotniczą, aktywność wystawienniczą, która pozwoliła nam w samym tylko 2019 r. zorganizować 12 wystaw oraz kilka innych wydarzeń związanych z biżuterią autorską poza Galerią YES. Internet więc okazał się jedynym z możliwych substytutów pracy, którą tak bardzo cenimy. Co się zaś tyczy sprzedaży, to zdecydowanie dzięki pracy całego zespołu Galerii YES – Alicji Iwańskiej oraz Alicji Wilczak i mojej skromnej osoby, a także wspierającej nas Marii Magdaleny Kwiatkiewicz, udało nam się osiągnąć duży sukces. I nie są nim wyłącznie bardzo satysfakcjonujące wyniki sprzedaży, ale dotarcie z ofertą do nowego grona odbiorców z całego kraju, a nawet zagranicy. Internat daje przecież możliwość globalnego zasięgu i wcale nie ogranicza budowania relacji z ludźmi. Kontakt mailowy czy telefoniczny również okazał się skuteczny, przyjemny i w pełni wartościowy.

Jak według pani rozwijać się będzie w najbliższej przyszłości polski rynek biżuterii autorskiej? Czy klienci znacznie częściej będą dokonywać zakupów w sieci?

Odpowiedzialność za rozwój rynku biżuterii autorskiej leży w naszych rękach. Co dokładnie przez to rozumiem? Otóż włączenie się w pracę zarówno artystów, podmiotów takich jak Galeria YES, jak i mediów. Jeśli wszyscy z pełnym zaangażowaniem zatroszczymy się o spersonalizowany kontakt z odbiorcami, dotrzemy do nich z atrakcyjnie podanymi informacjami na temat uprawianej przez nas sztuki, zachęcimy ich do wejścia w fantastyczny świat biżuterii, to możemy być pewni, że kategoria będzie się z sukcesem rozwijać, a grono jej odbiorców będzie nie tylko coraz większe, ale i bardziej świadome. W naszej galerii, zarówno w przypadku sprzedaży stacjonarnej, jak i tej online, hołdujemy idei storytellingu. A cóż, jak nie wykonywana ręcznie biżuteria autorstwa polskich artystów złotników, którzy czerpią inspiracje z tak wielu źródeł, może być tematem do opowiadania pięknych historii?! Nie wiem, czy klienci będą dokonywać zakupów częściej, ale nie mam cienia wątpliwości, że grono odbiorców będzie się poszerzać, że coraz więcej młodych ludzi doceni kunszt i design biżuterii autorskiej. Wiem też, że wiedza na temat sztuki złotniczej oraz tworzących ją artystów pozwoli na większe docenienie ich prac, co również pozytywnie wpłynie na wyniki sprzedaży. Nie możemy jednak zapomnieć o aktywnym promowaniu tej dziedziny poprzez wiedzę, wychodzenie z ofertą ku klientowi i cały pakiet serwisu posprzedażnego, takiego jak spersonalizowany kontakt, uwzględnianie reklamacji, pomoc w realizowaniu indywidualnych zamówień.

Czy w zaistniałej sytuacji dostrzega pani jakieś pozytywne strony?

Jestem realistką. Zdecydowanie wolę poszukiwać konstruktywnych i mądrych rozwiązań, zamiast mnożyć problemy i opłakiwać wydarzenia, na które w żadnej mierze nie mam wpływu. Wśród pozytywów tej trudnej dla całego kraju sytuacji widzę sprawną adaptację do nowych realiów. Proszę jednak nie mylić tego z syndromem wyparcia i zaklinaniem rzeczywistości. Ona wymaga od nas nowych form działalności, nowych standardów pracy i nowych pomysłów na zaistnienie w świecie online. Ze wszystkimi można, a nawet trzeba się zmierzyć i realizować projekty jak najlepiej! Nie zakładajmy, że skoro ludzie uwielbiali przebywać ze sztuką w przestrzeni galerii, to nie pokochają odwiedzać jej w wersji online. Może właśnie dzięki przeniesieniu jej do świata wirtualnego zyskamy szanse dotarcia do nowego, młodszego, a przede wszystkim międzynarodowego audytorium? Obecnie pracujemy nad pierwszą po pandemii wystawą, która z pewnością wniesie nową jakość na gruncie organizacji, promocji i percepcji. Owszem, będzie ją można zobaczyć osobiście, odwiedzając galerię, ale zapewnimy równie bezpieczne warunki jej percepcji online. To również dla nas pozytywna zmiana, bo zbyt kurczowo dotychczas trzymaliśmy się standardowych sposobów eksponowania sztuki złotniczej. Będą filmy, relacje online, interaktywne katalogi. Z pewnością najbardziej interesująca będzie dla nas reakcja odbiorców. Dlatego dokładamy wszelkich starań, aby nie zawieść ich oczekiwań.

Galeria YES to przede wszystkim miejsce promocji polskiej sztuki złotniczej. Są państwo organizatorami wystaw, mecenasami sztuki złotniczej. Jak zmieni się państwa podejście do promowania polskiego złotnictwa w czasach, gdy Polacy niechętnie uczestniczą w wydarzeniach kulturalnych?

Prawdę mówiąc, nie dostrzegam tej niechęci. Wręcz przeciwnie. Tego lata odwiedziło nas bardzo wielu gości, ale przybywali do nas indywidualnie bądź w gronie rodziny czy przyjaciół. Każdemu gościowi poświęcamy czas i zapewniamy oprowadzanie kuratorskie po wystawie. To były i są nasze standardy, z których z pewnością nie zrezygnujemy w przyszłości. Jedyną zmianą są maseczki na twarzach i przyłbice. Całkiem niewielki kompromis, na który nietrudno się zdobyć dla sztuki. Nasze podejście do promowania sztuki zmieni się jednak znacząco, bo jeszcze silniej zaznaczymy obecność Galerii YES oraz biżuterii w sieci. Nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej. Będziemy testować różne technologiczne nowości, wybierając docelowo te, które swoją formą nie zdominują priorytetowej treści, jaką niesie z sobą biżuteria.

Dziękuję za rozmowę. 

Rozmawiała Marta Andrzejczak