Reklama

Przeszłość i przyszłość Srebra

Rozmowa z Justyną Teodorczyk, dyrektorką Galerii Sztuki w Legnicy o 40. rocznicy Festiwalu Srebro oraz o planach na przyszłość

pj-2019-03gv-12

To już 40 lat minęło, odkąd w Legnicy po raz pierwszy zagościło Srebro. Okrągłe rocznice zawsze skłaniają nas do refleksji i stąd moje pytanie: co Srebro dało Legnicy? I jaki wpływ wywarła Legnica na polskich artystów złotników?

Srebro dało miastu spuściznę, tradycję, kawał sztuki przez duże S i jeszcze większy historii, a także wielki potencjał promocyjny, który może sławić nas i miasto na arenie co najmniej europejskiej. Tysiące prac, setki artystów, dziesiątki wystaw i katalogów składają się na udokumentowane dziedzictwo. To wyjątkowej wagi, choć niejedyny skarb miasta i regionu, bo mamy w Legnicy poza Srebrem inne festiwale: międzynarodowy Satyrykon, który przerasta nas o dwa lata i też dotyczy sztuk wizualnych, oraz Legnica Cantat, który tydzień po Srebrze głośno świętował 50-lecie. Ostatnie dwa lata pracowałam przy wymienionych tu wyśmienitych imprezach, które tak jak Srebro mają bardzo wysoki poziom i swoją publiczność przyjezdną, i mam tym głębsze przekonanie, że nie umiemy wywalczyć należytej uwagi dla naszych przedsięwzięć wśród legniczan ani pochwalić się nimi w pozaartystycznym wielkim świecie. A przecież kultura to odpowiedni partner dla biznesu, gospodarki, medium zmiany i wymiany, tradycji i innowacji. Patrząc w odwrotnym kierunku – dla środowiska Legnica była i jest ważna, przez swą pionierską rolę, przez powiew Zachodu, przez artefakty – jajko Jacka Byczewskiego, plecak Marka Nowaczyka, który notabene nadesłano jako formę biżuteryjną na tegoroczny konkurs, przez dyskusje do rana w dawnym Cuprum, otwarcia w Muzeum Miedzi. Dzięki atmosferze i przestrzeni dla spotkań, które do dziś stanowią o wyjątkowości tego miejsca (a kiedyś być może znaczyły jeszcze więcej), wielu wychowało się „na Legnicy” czy wystartowało stąd. To też duże nazwiska, które pomogły budować markę imprezy – prof. Irena Huml, Michał Gradowski, Jacek A. Rochacki, wielu innych, a potem plejada autorytetów z zagranicy. No i oczywiście Sławek Fijałkowski, który zaczynał u nas jako młodzież, a kontynuuje jako profesor i generalny konsultant, który – gdyby zliczyć jego teksty i udziały – byłby pewnie festiwalowym rekordzistą „w mowie i piśmie”.

pj-2019-03gv-13

Patrząc wstecz, możemy zaobserwować zmiany, jakie zaszły zarówno w formule konkursu, jak i w postrzeganiu biżuterii przez ich twórców i odbiorców, w podejściu środowiska artystycznego do biżuterii. Jak ocenia pani zmiany, które dokonały się w ciągu tych 40 lat w polskiej, i nie tylko polskiej, biżuterii artystycznej?

Cóż, zmieniają się czasy i technologie, wciąż ewoluujemy jako gatunek czy cywilizacja. Oglądając dawne katalogi, oglądamy inny świat, ale z drugiej strony – metapoziom jest ten sam: wciąż biżuterii udaje się prowokować, inspirować, kontestować, zadawać te same i najważniejsze pytania, ścigać się, zachwycać, odnosić się do tradycji i poszukiwać nowego. Skupiać ludzi i dawać im płaszczyznę porozumienia (bądź dyskusji). Wciąż mamy artystów, a nie tylko wyrobników czy producentów. Są tacy, którym chce się robić wystawy, przyjeżdżać do Legnicy, snuć swoją opowieść. Dziś też nie ma kłopotu, aby zaprosić na otwarcie artystkę z Chile, ściągnąć wystawę prosto z Chin, pracować z kuratorem, nie widząc go na oczy, co pierwszym organizatorom się pewnie nawet nie śniło. Biżuteria – jak sztuka czy jak wszystko – globalizuje się, personalizuje, uinnowacyjnia, technologizuje, wirtualizuje. Wczoraj filigran, dziś 3D, a jutro wearable devices. To są niezwykłe czasy z punktu widzenia odbiorcy, ale i twórcy sztuki czy organizatora wydarzeń ze sztuką. Trudno nadążyć, ale i właściwie ocenić przepaść w drugim kierunku, czyli patrząc wstecz. Gorzka myśl na koniec – moja przygoda ze Srebrem zaczęła się w 2006 r. i był to ekstremalny chrzest bojowy, bo temat konkursu złotniczego „Skandal!” tak zarezonował w naszych realiach, że festiwal najpierw zawojował newsy w TVN24, a potem skończył się w prokuraturze z powodu m.in. obrazy uczuć religijnych. Wtedy byliśmy naprawdę oburzeni, mieliśmy poczucie bezpardonowego cenzurowania i marginalizowania roli sztuki, równoznaczne zresztą z poczuciem klęski… Chciałabym, by te czasy przeminęły raz na zawsze.

Wiele rzeczy się zmieniło, odeszły osoby, które miały ogromny wpływ na rozwój nie tylko konkursu złotniczego, ale polskiej sztuki złotniczej, jak prof. Irena Huml, bez której spotkania w Legnicy nie miałyby tak wysokiego poziomu artystycznego. Jednak przez te lata niektóre rzeczy pozostają niezmienne, a mianowicie majowe spotkania środowiska artystycznego w Legnicy, które są okazją do rozmowy, ale także inspiracją do poszukiwań twórczych. Co według pani jest najistotniejsze w Festiwalu Srebro?

Po pierwsze – na pewno Międzynarodowy Konkurs Sztuki Złotniczej, który jest ewenementem w skali międzynarodowej, sprawą cenną, prestiżową, stuprocentowo skupioną na sztuce niszowej i niepopularnej, a zarazem paradoksalnie jak na „małe” medium interdyscyplinarnej, konceptualnej, nowatorskiej, różnorodnej i przekraczającej swoje własne granice. Po drugie – ranga „Legnicy” i jej tradycja kulturotwórcza oraz niezaprzeczalna siła oddziaływania środowiskowego i klimat tutejszych spotkań. Mówi się, że nie tylko ukazuje ona trendy i zjawiska, ale także je kształtuje, że nie tylko skupia artystów, ale ich wzajemnie inspiruje, że nie tylko zestawia biżuterię z całego globu, ale ją problematyzuje. Po trzecie – ludzie, a raczej osobowości. Od tuzów po debiutantów, od artystów po znawców, badaczy, krytyków i kuratorów, od twórców biżuterii po ludzi z pogranicza, którzy zawsze wnoszą wartość dodaną i zwykle również potrzebny ferment (jak np. przed laty na jednej z sesji „Granice sztuki globalnej”, na którą zaprosiłam z wykładem Wojciecha Siudmaka, Agnieszkę Jacobson-Cielecką, Czesławę Frejlich). I po czwarte – fakt, że nie tylko polscy złotnicy mają w kalendarzach wpisaną tę datę jako obowiązkową. I nie mówię tu tylko o naszych najwspanialszych, bo „odwiecznych” bywalcach, którzy pamiętają początki „Legnicy” i są jej wierni do dziś, którzy dzielą ten jeden weekend na Legnicę i Kazimierz, czmychają do nas w przeddzień komunii w rodzinie, ale także o młodych, którzy też tak mają zakodowane. Zebraliśmy na 40-lecie krótkie filmowe wypowiedzi i gdy np. Miśka Owczarek czy Justyna Stasiewicz wypowiadają się, że w Legnicy trzeba być, bo po prostu nie da się bez tego przeżyć roku, to robi się ciepło na sercu. Nie chodzi jedynie o to, że tak to lubią, ale że czują, szanują i doceniają wagę tego miejsca, cenią, że mają szansę w nim być.

Czym ta 40. edycja różniła się od pozostałych?

Tegoroczna edycja festiwalu była przełomową i jedną z najtrudniejszych, jakie przyszło galerii realizować. Okrągły jubileusz, edycja zobowiązująca, została przekazana w kilkuwersowym mailu na początku stycznia i przez kilka następnych tygodni funkcjonowała bez głównej kuratorki. To zespół i jego ciężka praca uratowały tonący okręt. Padło nawet publicznie trafne określenie, że była to edycja pod kroplówką, ale zamknijmy ten rozdział. Festiwal został odebrany pozytywnie, więc tak właśnie patrzmy w przyszłość. Cieszą nas bardzo wszystkie ciepłe słowa i w imieniu całej załogi Galerii Sztuki dziękuję za nie, a we własnym szczególnie dziękuję za wsparcie z różnych stron, które pomogło mi przetrwać i doprowadzić tę edycję do skutku. 40. urodziny Srebra stały się pewną cezurą. Po prostu czuło się w powietrzu, że pewien etap się skończył. Festiwal – po raz pierwszy od dwóch dekad – odbył się bez poprzedniego dyrektora Zbigniewa Kraski. Zabrakło też, niestety bezpowrotnie, Mieczysława Gryzy, który pozostanie w naszej pamięci stałym bywalcem Legnicy, autorem nie tylko biżuterii, ale i osobnego rozdziału, który wzbogacił festiwal o niepowtarzalne akcje performatywne, sensy, emocje i artefakty. Był artystą wyjątkowym, bezkompromisowym i elektryzującym. Trudno pogodzić się z faktem, że ten rozdział został na zawsze zamknięty.

Srebro to nie tylko konkurs złotniczy, to także wystawy, dyskusje, sesje naukowe, których organizatorem jest Galeria Sztuki w Legnicy. Które z wydarzeń tegorocznego festiwalu zrobiłona pani i na publiczności największe wrażenie?

Na pewno wystawa „21 gramów” pod kuratorstwem Ruudta Petersa, która dzięki udziałowi pół na pół artystów z Chin i reprezentantów cywilizacji zachodnioeuropejskiej w ciekawy sposób zderza te dwie metafizyki, i to jeszcze pod mocnym hasłem wywoławczym „Dusza”. Do tego retrospektywa Karola Weisslechnera czy Jarka Westermarka oraz konkursowy pokaz „Srebro”, który w tym roku trzyma wysoki poziom. Również wystawa „Handmade. Polska sztuka srebra 1945-79” specjalnie pomyślana i zrealizowana na 40-lecie; wybór prac z kolekcji M.M. Kwiatkiewicz i muzeów: Nadwiślańskiego (Kazimierz Dolny) i Miedzi (Legnica), wzbogacony o kilka dawnych plakatów wystaw biżuterii, m.in. z kolekcji Muzeum Narodowego w Poznaniu. Przy okazji kłaniam się nisko wszystkim użyczającym obiektów na wystawę! Obok sztuki były też momenty mocno wzruszające, jak np. gdy uroczyście i symbolicznie, ale też humorystycznie podziękowaliśmy Markowi Nowaczykowi za rozpoczęcie legnickiej przygody ze srebrem, czy podczas konkursowej gali, gdy Grand Prix po wielu latach trafiło w ręce polskiego artysty. Laureatem tegorocznego Międzynarodowego Konkursu Sztuki Złotniczej został Paweł Kaczyński. Jury doceniło jego pracę „Srebrna poduszka”. A jakie

jest pani zdanie na temat nagrodzonej pracy?

Bardzo cieszy mnie werdykt, który spośród dwóch setek rywalizujących autorów z całego globu na podium stawia naszego twórcę. Praca Pawła Kaczyńskiego jest niezwykła, co skądinąd nie dziwi przy jego talencie i dorobku, no i konkursowo trafia w sedno – jest intrygująca, zawiera opowieść, która tworzy kontekst do zadanego tematu, do tego jest perfekcyjnie, ale i przewrotnie wykonana. Jest niebransoletowa, za to bardzo plastyczna wizualnie, wręcz rzeźbiarska. Daje niezwykłe wrażenie dotykowe za sprawą wypełnienia gęsim pierzem, aż szkoda, że odwiedzający wystawę nie mogą go odczuć. Wyeksponowaliśmy ją za to na cienkiej, sprężynującej folii by ukazać jej lekkość – ta z wyglądu masywna forma waży niecałe 200 gramów! „Srebrna poduszka” (tak brzmi tytuł pracy) może odgrywać rolę ambasadorki poza złotniczym podwórkiem – jest czymś więcej niż biżuterią, jest stuprocentowym obiektem sztuki. Wspaniale złożyło się, że Paweł po paru latach przerwy zdecydował się spróbować swych sił w konkursie w tym roku, dwadzieścia pięć lat po swej pierwszej wizycie w Legnicy, co też zresztą symbolicznie wyraził,sięgając do techniki, której nie mógłby użyć ćwierć dekady temu.

Jest pani nowym dyrektorem Galerii Sztuki w Legnicy. Objęła pani stanowisko na początku tego roku. Jakie ma pani plany co do Festiwalu Srebra? Czy przyszłoroczna edycja będzie dla nas niespodzianką?

Dla wielu największą niespodzianką była tegoroczna edycja. Więcej zaskoczeń tego kalibru nie planuję. A jeśli to pytanie o zmiany, to na pewno najbliższy czas będzie czasem na dopracowanie formuły festiwalu, bo jesteśmy w podobnym punkcie jak 20 lat temu, kiedy mój poprzednik objął rządy w galerii, dostając w spadku festiwal, który wymagał rewizji i… wizji. Chciałabym, by czasem przy festiwalu i dobrych wystawach pojawiło się coś nieoczywistego, zupełnie z innego świata, jak np. performensy Mieczysława Gryzy, choć tych oczywiście nie da się podrobić ani zastąpić. Już w tym roku zresztą była próba (niestety bez finału) wzbogacenia wystaw o inne dziedziny sztuki, a konkretnie spektakl muzyczny ze „stajni” Konrada Imieli, w którym biżuteria autorska, zaprojektowana zresztą przez uczennicę Teda Notena, odgrywa ważną pozaartystyczną rolę jako pretekst i symbol społecznej zmiany. Pragnęłabym, by niespodzianką nie było finansowanie festiwalu, który jest kolosem na glinianych nogach. Galeria Sztuki jest instytucją o zamkniętym budżecie, z którego niewiele zostaje po odliczeniu kosztów funkcjonowania instytucji – utrzymania obiektów i etatów. Pieniądze na sztukę trzeba zdobyć. Nie jest łatwo przekonać mecenasów i sponsorów, nawet zainteresowanych kulturą, do sztuki, co dopiero do sztuki współczesnej, a konkretnie jeszcze do biżuterii artystycznej czy konceptualnej.

Dziękuję za rozmowę.

 Rozmawiała Marta Andrzejczak