Europejska Noc Muzeów w Muzeum Sztuki Złotniczej w Kazimierzu Dolnym odbyła się już po raz dwunasty. Od roku 2006, gdy po raz pierwszy grupa złotników przygotowała „Pokaz dawnych technik złotniczych – w warsztacie złotnika”, spotykaliśmy się wielokrotnie.
Dwa pierwsze spotkania (lata 2006 i 2007) odbyły się w salach zamku w Janowcu, kolejne (2008-2013) w tymczasowej siedzibie Muzeum Sztuki Złotniczej, którą była dzwonnica przy kazimierskim rynku. Gospodarzami spotkań, przygotowywanych przez Anielę Ryndziewicz (kierownika oddziału) od początku byli Michał Gradowski i Jacek A. Rochacki, do których dołączyli Marek Nowaczyk, Mariusz Pajączkowski, Jacek Skrzyński, a później Piotr Cieciura i Marian Klabisz.

Spojrzenie wstecz
Od pierwszego spotkania złotnicze pokazy stały się największą atrakcją kazimierskiej Nocy Muzeów. Inne oddziały Muzeum Nadwiślańskiego, choć również przygotowywały ciekawą ofertę, nie mogły poszczycić się równym zainteresowaniem. Przez lata małą dzwonnicę odwiedzało ok. 700 osób przez jeden wieczór! Te wieczory i noce zawsze miały swój wyjątkowy klimat i zdarzenia, które publiczność doceniała i pamiętała. Niektórzy byli z nami przez cały wieczór, inni odwiedzali nas co roku.

Jak dużo sami nauczyliśmy się o złotnictwie, słuchając niezapomnianych gawęd Michała Gradowskiego, tajemnic warsztatu zdradzanych przez Jacka A. Rochackiego, opowieści Anieli Ryndziewicz i Piotra Cieciury. Po przeprowadzce do nowej siedziby organizacją kolejnych trzech spotkań z okazji Nocy Muzeów (lata 2014-2016) zajęła się dyrekcja Muzeum Nadwiślańskiego we współpracy z Zarządem i Radą Programową Stowarzyszenia Twórców Form Złotniczych. W roku 2017 spotkaliśmy się znów „po staremu”, jako przyjaciele Muzeum Sztuki Złotniczej. Choć nie wszyscy. Odszedł od nas Michał Gradowski, nie był obecny Jacek A. Rochacki.

Biżuteria z miedzi i cyny

Nowe miejsce, nowe wyzwania, nowa dla nas sytuacja. Po raz pierwszy nie było możliwości używania podczas pokazów srebra. Udało się inaczej zorganizować pracę. Biżuteria tej nocy była wykonywana z miedzi i cyny, co jednak okazało się równie ciekawe dla publiczności. To szczególna zasługa Jacka Skrzyńskiego, który technologię odlewania srebra w formie ceramicznej dostosował do nowych wymagań. I udało się! Efekt – przy współudziale publiczności powstało kilkadziesiąt sztuk biżuterii, którą goście mogli zabrać ze sobą. Pokazy, uzupełnione wykładem Piotra Cieciury i oprowadzeniem kuratorskim po muzealnych piwnicach przez Anielę Ryndziewicz, zostały docenione przez kazimierskich gości. Muzeum odnotowało rekordową frekwencję, wydano 1009 biletów. Z pewnością to również zasługa Mariana Klabisza, którego mistrzowską rękę przy wykonywaniu repusów, plakiet i ornamentów obserwowaliśmy momentami z niedowierzaniem. Znamy mistrzowskie wykonania przedmiotów z przeszłości, zawsze podziwialiśmy nakład pracy i czasu, jaki starzy mistrzowie musieli poświęcić swemu dziełu. A tu zobaczyliśmy, jakie obrazy można wykonać w ciągu dwudziestu minut w miedzianej blasze… Marian, chapeau bas!